powrót do strony głównej

   
TRADYCJE
 

Słowo wstępne

  

Herb Poznania

 

Poznański hejnał

 

 
Poznańskie legendy
 

  

Gwara poznańska

 

"Jaka szkoda, że te mury mówić nie umieją! Ileżby ciekawych rzeczy dowiedzieć się od nich można!...
(…) 
Każda z warowni tej ziemi ma legendę odwieczną, którą nie wielu zna ludzi, bo zakryte są dla nich przeszłe i przyszłe zdarzenia. Lecz kto serce ma prawe i miłujące ojczyznę, temu staną otworem wszystkie tajniki przeszłości…” *
 
Legendy i ludowe podania, przekazywane przez wieki z pokolenia na pokolenie, tworzą szczególną, niekiedy magiczną i baśniową atmosferę towarzyszącą miejscom i ludziom, o których traktują. Każde niemal zamczysko, każdy szanujący się gród posiadał jakąś mniej lub bardziej niezwykłą historię, która choć nie dająca się nijak zweryfikować i naukowo potwierdzić, funkcjonowała w zbiorowej świadomości miejscowej ludności. 
Poczesne miejsce pośród takich podań zajmowały legendy dotyczące miast, objaśniające np. przyczyny szczególnego związku Krakowa ze Smokiem Wawelskim, Warszawy z Syrenką, czy Poznania z koziołkami z wieży ratuszowej. 
Z bogatego zbioru legend poświęconych Grodowi Przemysła, na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza kilka, które zostaną tu nieco przybliżone.
   

R E K L A M A

[czytaj dalej]

   
 

o założeniu Poznania

Razu pewnego książe Lech wyruszył wraz ze swą drużyną wojów na łowy. Puszcze rozciągały się w owym czasie nieomal na całej powierzchni państwa Lecha, toteż o zwierzynę nie było trudno. Gdy tak przemierzali bezkresne knieje, rozmyślał nieraz Lech o swych braciach – Czechu i Rusie, których nie widział już od dobrych kilku lat.
Nagle rozmyślania księcia przerwał ryk spłoszonych koni i dziwne poruszenie wśród jego drużyny. Chwilę później dało się słyszeć w oddali granie rogów. Ich dźwięk stawał się coraz wyraźniejszy, bliższy. Po kilku chwilach z mroków puszczy wyłoniła się znaczna grupa wojów prowadzona przez dwóch dowódców. Wnet opuścił Lecha niepokój, gdy poznał przybyłych, którymi byli Czech i Rus. Na pamiątkę tego poznania po latach Lech kazał w miejscu, gdzie się ono odbyło – na prawym brzegu Warty, wznieść gród warowny i nazwać go Poznan.

o Górze Zamkowej

Za czasów Mieszka I, gdy chrześcijaństwo coraz to mocniej wypierało stare wierzenia, władca czartów Lucyper nakazał ukarać Poznańczyków, którzy w krzewieniu nowej wiary wykazywali się ponoć wyjątkową gorliwością. Z jego polecenia diabeł Boruta pochwycił pogańską górę, na której stał ongiś posąg bogini Nii, stojącą nieopodal Gniezna i rzucił ją nieopodal Poznania w koryto Warty, aby utopić niepokorne miasto. Lecąc z górą nad miastem czarci upuścili ją jednak tak, że spadła na lewy brzeg Warty. Poznań i jego mieszkańcy zostali uratowani, zaś na górze, później nazwanej imieniem księcia Przemysła II, Mieszko postanowił wznieść zamek książęcy.

o tym jak król Władysław Warneńczyk panował w Poznaniu

Zdarzyło się tak po bohaterskiej śmierci Władysława III pod Warną, że w ratuszu poznańskim zjawił się młodzieniec podający się za zaginionego króla. Wypytywany o okoliczności swego cudownego ocalenia opowiadał gładko, ale indagowany przez wojewodę poznańskiego Łukasza Górkę o sprawy sekretne pogubił się i wyszło na jaw, że konfabuluje. Przyznał się w końcu młodzieniec, że nie jest królewiczem Władysławem, lecz mieszczaninem wielkopolskim i zwie się Rychlik. Skazano tedy Rychlika na wystawienie na widok publiczny pod pręgierzem i baty. Jak powiadano, dlatego tylko nie skazano oszusta na śmierć, by nikt nie śmiał powiedzieć, że w Poznaniu zabito króla. Z tej historii wzięła się legenda, głosząca, że w roku 1459 król Warneńczyk panował w Poznaniu przez siedem dni.

o koziołkach poznańskich

Działo się to Roku Pańskiego 1551. Na ucztę do Poznania zjechać mieli wielmożni goście. Okazja była nie lada, oto bowiem mistrz Bartłomiej zaprezentować miał swoje dzieło – nowy zegar na ratuszowej wieży. Przygotowywano więc wielką ucztę i liczne zabawy. Zdarzyło się jednak tak, że kuchcik Pietrek, przez nieuwagę, czy lekkomyślność spalił piekącą się na ruszcie sarnę. Chcąc ratować swoje dobre imię, polecił mu tedy kuchmistrz poznański, imć Gąska, by czym prędzej pobiegł do kramu rzeźnickiego i przyniósł mięso na nową pieczeń. Tego dnia, jak to przy niedzieli, kramy były jednak pozamykane. Już myślał Pietrek, że zbierze od imć Gąski ruzgi, kiedy naraz spostrzegł pasące się nieopodal miasta dwa tłuste, białe koziołki. Nie myśląc długo chwycił je za powrózki i pobiegł ze zdobyczą do miasta. Gdy już znalazł się w ratuszowej kuchni, rozwiązał koziołki i zajął się ogniem. Nim się spostrzegł, koziołki czmychnęły prze otwarte drzwi kuchni prosto na wieżę zegarową. Jakież było zdziwienie wszystkich zgromadzonych, gdy oprócz dumy mistrza Bartłomieja, pod zegarem na wieży dostrzegli trykające się koziołki. Na pamiątkę tego wydarzenia burmistrz i wojewoda polecili Bartłomiejowi wzbogacić zegar o mechanizm z koziołkami. Tak też się stało i od tej pory o każdej pełnej godzinie na wieżę zegara wychodziły koziołki i bodły się rogami ku uciesze gawiedzi. I tak zostało do dziś.

o trębaczu ratuszowym i królu kruków

Było to tak, razu pewnego trębacz ratuszowy Bolko jak co dzień pełnił swą wartę na wieży ratusza, wypatrując niebezpieczeństw, które mogłyby zagrozić miastu. Naraz coś czarnego runęło u jego stóp. Był to ranny w skrzydło kruk. Bolko zaopiekował się ptakiem, a gdy ten już wyzdrowiał, przemówił do zdumionego Bolka ludzkim głosem: „Jestem królem kruków. Twoja dobroć nie będzie zapomniana.” Wręczył mu przy tym srebrną trąbkę i dodał: „Gdy będziesz kiedy w potrzebie, zatrąb z wieży ratuszowej na cztery strony świata, a wtedy ja przybędę.” Wiele lat później nastały dla Poznania złe czasy, wróg stał u wrót miasta i zdawało się, że nic już nie zdoła go powstrzymać. Wspomniał tedy Bolko słowa króla kruków i ile sił w płucach zagrał na srebrnej trąbce na cztery strony świata. Wtem niebo pociemniało tak, że choć był dopiero środek dnia, mrok zapanował. Nadleciało stado, setki chmar kruków i jęły atakować i odganiać wrogów szturmujących miasto. I tak Poznań został uratowany, a na pamiątkę tego zdarzenia do dziś dnia trębacz gra z czterech narożników wieży ratuszowej zwycięski hejnał króla kruków.

o proboszczu od Świętego Wojciecha i Żydach

Działo się to, jak głosi podanie w drugiej połowie XVI wieku. Proboszczem na Świętym Wojciechu był wówczas ksiądz Wojciech Turski, który, oględnie mówiąc, nie darzył sympatią Żydów. Obdarzony był w dodatku zdolnościami czarnoksięskimi, z których czynił użytek gdy nieopodal kościoła przechodził żydowski orszak żałobny. Za jego sprawą nieboszczycy wstawali z trumien i czynili nieznośny jazgot tak długo, dopóki żałobnicy nie zapłacili księdzu wysokiego okupu w złocie. Razu pewnego w orszaku żałobnym był także wielki rabbi Mosze Akiba. Gdy tylko proboszcz Turski wychylił się z okna by rzucić czar, niespodziewanie wyrosły mu na głowie rogi. Spostrzegł tedy ksiądz, że trafił na godnego siebie przeciwnika i chcąc pozbyć się poroża, oddał wszystkie pobrane łupy i obiecał zaniechać swego niecnego procederu. Odtąd zgoda nastąpiła między proboszczem od Św. Wojciecha a starozakonnymi.

o fontannie Prozerpiny

Jak głosi legenda, żyła przed laty w Poznaniu stara majętna wdowa, która wyszła powtórnie za mąż za znacznie od siebie młodszego czeladnika kamieniarza. Zdarzyło się tak, że chłopak zakochał się w równej sobie wiekiem dziewczynie i zaczęły się potajemne schadzki. Wieść o tym dotarła jednak do małżonki czeladnika, która postanowiła srodze się zemścić i oskarżyła męża oprócz zdrady, także o inne rzekome niegodziwości. Sąd miejski nie dał w pełni wiary jej słowom i oczyścił młodzieńca z zarzutów. Chcąc jednak napiętnować go za niewierność nakazał wznieść przed ratuszem fontannę. I tak wieczną rzeczy pamiątkę stanął w Rynku wodotrysk z wyrzeźbioną w kamieniu sceną porwania Prozerpiny przez Plutona.

Przytoczone na tej stronie legendy zostały opracowane w oparciu o: 1)
„Nasze warownie i grody. Opowiadania z dalekiej przeszłości.”, W. Szalayówna, Polskie Towarzystwo Pedagogiczne, Lwów 1907; 2) "Legendy miast polskich", K. Szeliga, Sumptibus Autoris et Amicorum Eius, Warszawa 1993; 3) "O założeniu Poznania i inne legendy", S. Świrko, Wydawnictwo Miejskie, Poznań 2004
 
 
 
* „Nasze warownie i grody. Opowiadania z dalekiej przeszłości.”, W. Szalayówna, Polskie Towarzystwo Pedagogiczne, Lwów 1907, s. 1

 
 


[początek strony]

(c) Maciej Szewczyk 2000-2012